Legendy szczecińskie

Sydonia von Bork. Czarowna historia miłości i zdrady.

Sydonia - dziś to imię kojarzy nam się z Targami Psychotroniki, Zdrowia i Urody odbywającymi się w Szczecinie co jakiś czas, kojarzyć się może co niektórym z wsią Marianowo, innym z jakąś legendą o czarownicy. Prawda jest jednak taka, że Sydonia Von Bork była prawdziwą postacią, która wpisała się nieco niefortunnie w losy rodu Gryfitów.

Sydonia na obrazie Edwarda Burne-JonesaTraktowana dzisiaj jako legenda, być może z powodu ciekawej historii jej życia postrzeganego przez współczesnych w "romantyczny" sposób, jeszcze przez wiele lat po swojej śmierci uważana była niesłusznie za złą i tajemniczą kobietę. Jej losy, choć opisywane przez wielu, do dzisiaj pozostają niejasne, a relacje wątków z życia Sydonii stanowią bardzo skomplikowaną układankę.

Wywodząca się z rycerskiego rodu o słowiańskich korzeniach Sydonia urodziła się w roku 1534 lub 1540 w Strzmielach. Tam, na zamku swojego ojca spędziła dzieciństwo. W wieku młodzieńczym zamieszkała w Wołogoszczy jako jedna z dworek na zamku księcia pomorskiego Filipa I. Sydonia wyróżniała się niespotykaną urodą i intelektem, co przysparzało jej wielu adoratorów. Legenda głosi, że serce młodej dziewczyny zabiło dla Ernesta Ludwika - syna księcia Filipa I. Ernest Ludwik zdawał się odwzajemniać uczucie i czynił Sydonii nadzieję na rychły ślub i wstąpienie do rodu książęcego. Jednak do ślubu nigdy nie doszło. Za namową rodziny i radców, kierując się interesami dynastii posłał swatów na dwór niemiecki i po pewnym czasie ożenił się z córką księcia brunszwickiego - Zofią Jadwigą. Odrzucona i zraniona Sydonia miała opuścić  zamek i przekląć ród Gryfitów, rozpoczynając tym samym swoją długą tułaczkę.


Książę Filip I wołogoskiOpowieść tę podważa w swojej książce "Tajemnice Pomorza" dr Janina Kochanowska. Według autorki wersja o uwiedzeniu Sydonii przez Ernesta Ludwika jest mało prawdopodobna z tytułu dużej różnicy wieku. Gdy Sydonia była już 17 lub 23-letnią kobietą, młody książę był zaledwie 12-latkiem. Dr Kochanowska wysuwa podejrzenie, że to być może sam ojciec Ernesta Ludwika - Filip I - zawrócił w głowie młodej dwórce i dał nadzieję na książęcą opiekę. Książę zmarł w 1560 roku, zaledwie 3 lata po wielkim pożarze, który zniszczył zamek w Wołogoszczy. Sydonia miała zatem 26 lub 20 lat, gdy została odprawiona z dworu książęcego.

Wraz z siostrą Dorotą wróciła do rodzinnego zamku w Strzmielach. Po śmierci rodziców majątek rodowy przejął brat Sydonii - Urlich. Przez długie lata siostry procesowały się z bratem o majątek. Po ślubie Urlicha opuściły Strzmiele i przeniosły się do byłego klasztoru w Marianowie, który został przekształcony na dom dla panien z zamożnych rodów. Jednak na Marianowie się nie skończyło. Siostry zamieszkiwały w wielu miejscowościach Pomorza takich jak: Stargard, Szczecin, Krępcewo, Resk, Chociwel. W końcu w roku 1604 Sydonia jako 57 letnia kobieta zamieszkała ponownie w Marianowie. Pomimo początkowego uznania jakie Sydonia zdobyła wśród współpensjonariuszek, po krótkim czasie wiele z nich obróciło się przeciwko niej. Było to podobno spowodowane kłótliwością i zarozumialstwem Sydonii. Wśród swoich współlokatorek (i nie tylko) miała wielu wrogów posądzających ją wiecznie o kontakty z czarnymi mocami. Podejrzenia spowodowane były głównie częstymi zgonami w okolicy jak i w rodzie Gryfitów, które po opuszczeniu przez Sydonię Wołogoszczy zdarzały się nadzwyczaj często. Wierzono, iż Sydonia rzuciła klątwę na ród. Poza tym kobieta uprawiała ziołolecznictwo i mimo już późnego wieku uczestniczyła wciąż w wielu rozprawach, to procesując się o majątek, to odpierając zarzuty o czarnoksięstwo. Również zwierzęta, które chowała Sydonia - pies Jurgen i kot Chim - zaważyły na późniejszych losach Sydoni, gdy zostały użyte podczas procesu jako dowody jej winy.

Pierwsze oskarżenie miało miejsce w roku 1612, a kolejne w 1619. Sydonię 18 października przewieziono z Marianowa na przesłuchania do zamku Oderburg stojącego niegdyś w okolicach dzisiejszego Grabowa (ulice Łyskowskiego i Dubois). 2 grudnia podjęto śledztwo o czary, stawiając przy tym Sydonii 74 zarzuty. Większość zarzutów była absurdalna i całkowicie zmyślona. Nie przeszkodziło to jednak w zeznaniach świadków, którzy je potwierdzali. Sydonia nie przyznawała się do stawianych jej oskarżeń. Jednak długie tortury spowodowały, iż potwierdziła jakoby z zemsty rzuciła klątwę na ród Gryfitów i uprawiała czarną magię. Po lekkim otrzeźwieniu i nabraniu sił, zaprzeczyła wcześniejszym zeznaniom... co przyczyniło się do kolejnych tortur. Sydonia przyznawała się kilka razy po czym odwoływała zeznania. W końcu w roku 1620 zapadł wyrok o egzekucji Sydonii. Jako, że wywodziła się z rycerskiego rodu zdecydowano, iż Sydonię się zetnie (przywilej przysługujący z tytułu urodzenia) a następnie spali na stosie zwłoki (według procedury postępowania z czarownicami). Tak też się stało.

80 lub 86 - letnią Sydonię ścięto toporem 19 sierpnia (lub 28 września) 1620 roku pod murami ówczesnego Szczecina w okolicach dawnej Bramy Młyńskiej (w pobliżu dzisiejszej Księgarni Zamkowej), zwłoki prawdopodobnie spalono i rozrzucono po polach, co często czyniono w przypadku osób oskarżonych o uprawianie czarów. Istnieją też zapiski jakoby Sydonia miała zostać pochowana na starym cmentarzu dla biedoty poza murami miejskimi (obecnie ulica Sowińskiego).

Sydonia zginęła tragicznie, jednak pozostała jej rzekoma klątwa. Książę Franciszek zmarł w dwa miesiące po egzekucji, tak jak przepowiadała mu podobno Sydonia podczas jednego z przesłuchań. W 1622 roku odszedł ze świata książę Ulryk, a w 1626 roku książę Filip Juliusz. W 17 lat po śmierci Sydonii skonał ostatni z rodu Gryfitów - Bogusław XIV. Z kolei Pomorze Zachodnie dostało się w ręce Szwedzkie i brandenburskie. Tak skończyły się czasy panowania rodu Gryfitów i zrodziła się legenda Sydonii - kobiety, która go zniszczyła.

W połowie XIX wieku niemiecki pastor Johann Wilhelm Meinhold zafascynowany losem pięknej Sydonii napisał powieść pt. "Sidonia von Bork - die Klosterhexe" (czarownica klasztorna). Meinhold w swej obszernej powieści opisuje całe życie Sydonii od jej dzieciństwa aż do skazania na śmierć. Przedstawia on Sydonię jako piękną kobietę, w której każdy gotów był się zakochać. Jako kobietę złą, okrutną i przebiegłą. Powieść została przetłumaczona na angielski przez matkę Oscara Wilde'a - Lady Jane Wilde w roku 1849 (pt. 'Sidonia The Sorceress'). Wersja angielska tej gotyckiej powieści trafiła na podatny grunt - otóż w tym czasie na wyspach brytyjskich rozwijał się w malarstwie ruch Prerafaelitów, którzy zafascynowani byli mieszanką piękna i zła obecną również w książce. Zainspirowany Edward Burne-Jones namalował dwa portrety - 'Sidonia von Bork' i 'Clara von Bork'. Na tym pierwszym Sydonia przedstawiona jest z miną przebiegłej intrygantki. W tle widać przyszłe ofiary Sydonii - na drugim planie księżną wołogoską Marię (żonę Filipa I). Symboliczny pająk w roku obrazu trzyma tasiemkę z sygnaturą artysty. Napis figurujący na pergaminie, na dole z prawej strony - 'Sidonia von Bork; 1560' sugeruje, że Sydonia ma na nim 20 lub 26 lat. Drugi obraz przedstawia cnotliwą kuzynkę Sydonii. Obecnie oba portrety znajdują się w Tate Gallery w Londynie.

Sydonia na portrecie będącym prawdopodobnie kopią obrazu Lucasa Cranacha MłodszegoMalując ten obraz Edward Burne-Jones zapewne wiedział o  podwójnym szczecińskim portrecie Sydonii z XVII w., którego kopię możemy dzisiaj oglądać w Muzeum Pomorza Zachodniego, w sali książęcej. Oryginał obrazu, którego dzieje są dzisiaj nieznane, był prawdopodobnie dziełem Lucasa Cranacha. Nie ma jednak pewności, czy przedstawiona na nim postać była faktycznie podobizną Sydonii, czy może jednym z dzieł malarza, które rodzina Borków przedstawiała tylko jako jej portret. Wierzy się obecnie również, iż wypracowany rodzaj uczesania na portrecie Burne-Jonesa wzorowany jest obrazami Lucasa Cranacha. Jeżeli wierzyć, że portret przedstawiał faktycznie Sydonię to legenda głosi, że było to odwzorowanie bardzo wierne. Na obrazie widzimy ją jako piękną młodą dziewczynę oraz jako starą zgorzkniałą kobietę. Meinhold we wstępie do swojej książki opisuje szczeciński portret (który twierdzi zresztą, że widział na własne oczy na zamku Hrabiego von Bork). Niemiecki pastor jest przekonany o autentyczności tego właśnie portretu. Ponadto autor dokładnie opisuje napis, który ma się znajdować na odwrocie portretu i według którego postać stojąca za młodą Sydonią została domalowana, na polecenie Franciszka I, przez innego malarza w czasach kiedy Sydonia była już starą kobietą uwięzioną w zamku Oderburg. Pisarz wierzy, iż w postaci młodej Sydonii widoczny jest wpływ szkoły Lucasa Cranacha, z kolei malowidło staruszki jest wg Meinholda niezaprzeczalnie wzorowane na malarstwie Rubensa. Meinhold tak opisuje postać młodej Sydonii ze szczecińskiego portretu:

"Jej oczy i usta nie są przyjemne dla oka, pomimo ich wielkiej urody - w ustach, szczególnie, można odkryć wyraz zimnej jadowitości."

Co zaś dzieje się dzisiaj z samą Sydonią? Czy naprawdę odeszła? Niektórzy twierdzą, że w księżycowe noce snuje się w białych zwiewnych szatach po tarasie zamku wzdłuż murów... nazywają ją białą damą szczecińskiego zamku.


Opracowanie: Agata Stankiewicz


Źródła:



Dodatkowe informacje