Ciekawostki

O sfornicy Balbinie, czyli dlaczego Szczecin leży po dwóch stronach rzeki - legenda z przymrużeniem oka

Bardzo dawno temu, w czasach gdy na świecie panowali słowiańscy bogowie, w lasach mieszkały elfy, a panią każdego potoku była rusałka, grupka słowiańskich nomadów postanowiła się w końcu osiedlić. W tym celu upatrzyli sobie dzielni Słowianie piękną polankę w samym środku ogromnej puszczy, zwanej Puszczą Bukową.



Mężczyźni zamieszkujący w tej małej osadzie szczycili się niezwykłą zręcznością w łowach na dziki, a ich niewiasty były znane w całej słowiańskiej krainie ze swych rzemieślniczych umiejętności robienia szczotek do włosów z dziczej szczeciny. To pewnie dlatego z czasem leśną osadę zaczęto nazywać Szczecinem...

W tamtych czasach Puszczę Bukową zamieszkiwały przeróżne nieziemskie stwory, które zazwyczaj żyły w zgodzie ze swymi ludzkimi sąsiadami. Do wyjątku należała tylko pewna sfornica Balbina. Jak wiadomo, sfornice to rudo-zielone, okrąglutkie stworzenia, unikające słońca, zamieszkujące podziemne jamy i żywiące się pokrzywami. Z wyglądu przypominają ryby kolczatki, z tą tylko różnicą, że sfornice mają łapy i nogi. Sfornice należały już wtedy do wymierających gatunków i były pod ścisłą ochroną druidów. A że były to stworzenia myślące, bardzo często wykorzystywały swoją "wyjątkową sytuację" do uprzykrzania ludziom codziennego życia. I tak na przykład Balbina obrzucała błotem świeżo uprane i rozwieszone płótna, straszyła kury, które potem nie chciały tygodniami znosić jaj, albo podkopywała się pod chaty Szczecinian i podszczypywała siedzące przed nimi starsze kumy. Do jej ulubionych figli należało jednak zarzucanie na siebie skóry dzika i prześlizgiwanie się pomiędzy myśliwymi. Gdy któryś z niedoświadczonych wojów przypadkiem pomylił Balbinę z dzikiem i lekko ją drasnął, ta od razu biegła do wioskowego druida na skargę krzycząc, że Szczecinianie chcą wytępić jej gatunek i zorganizowali na nią nagonkę. Wioskowy druid - swoją drogą, natchniony ekolog - musiał oczywiście interweniować i zazwyczaj karał całą wioskę "balbinowym". Wtedy wszyscy Szczecinianie musieli zbierać pokrzywy w darze dla sfornicy.

Z czasem symulacje Balbiny zaczęły robić się coraz częstsze. W końcu nie było tygodnia, w którym nie przychodziłaby na skargę do wioskowego druida i nie zanosiła się udawanym płaczem tak długo dopóki nie dostawała swojej ogromnej porcji świeżo zebranych pokrzyw. Szczecinianie mieli powoli dosyć upierdliwej sfornicy. To przez jej głupie figle większość mieszkańców osady miała bez przerwy na prawie całym ciele bąble od poparzeń pokrzyw. Prawie wszyscy byli opuchnięci i ciągle się drapali.

Ponieważ Szczecinianie nie mogli prosić o radę swojego wioskowego druida - jak na owe czasy był to człek nader ekologiczny i poza tym trzymał stronę Balbiny - wysłali rudego Mietka po wsparcie do wiedźmy Rzepisławy, która mieszkała w swojej pustelni na pograniczu germańsko-słowiańskim.

Rzepisława wysłuchała uważnie skarg Mietka i postanowiła pomóc biednym Szczecinianom. W okolicy krążyły potem plotki, że Rzepisława wcale nie chciała pomóc Słowianom, tylko utrzeć nosa wioskowemu druidowi - ponoć jak oboje byli młodzi, druid obiecał, że się z nią ożeni, po czym zmienił zdanie i wybrał drogę druidowego celibatu, wystawiając Rzepisławę na pośmiewisko całej osady... No ale wracając do historii... Rzepisława znała się na sfornicach jak nikt inny. Odbyła nawet podróż naukową po ogromnych terenach Germanii, Słowiańszczyzny i Dalekiego Wschodu. Z wielkiej zakurzonej skrzyni w rogu chaty, wyjęła sporą wiązkę zasuszonego ziela. "Oto jest ratunek na wasze kłopoty", powiedziała do Mietka, wręczając mu zasuszone badyle. "Jest to nieznany na naszej ziemi gatunek pokrzyw, diarokeus pupsus. Rośnie on w odległym kraju skośnookich ludzi, gdzie jest używany do tresowania smoków. Pewien tajemniczy składnik tej rośliny ma, że tak powiem, przeczyszczający wpływ na sfornice. Następnym razem, gdy Balbina będzie domagać się swojej niesłusznej daniny, wmieszajcie w słowiańskie pokrzywy trzy witki diarokeusa. Sfornica dostanie sraczki i powinna się uspokoić. Jeśli jednak nadal będzie wykorzystywać swoją pozycję zagrożonej wyginięciem kreatury, powinniście zabieg powtórzyć. Może nawet kilka razy..."

Uradowany Mietek wrócił do Szczecina z wiązką egzotycznej pokrzywy i opowiedział o planie utarcia nosa sfornicy. Mieszkańcy osady mieli jednak tak dość zbierania pokrzyw, że postanowili wmieszać wszystkie witki diarokeusa w kolejnej "daninie". Następnego dnia nadarzyła się okazja: któryś z młodzieńców "napadł na Balbinę, podczas gdy ta odpoczywała w przycienionej dziupli, trzy metry nad ziemią"... Wystraszona prawie na śmierć sfornica domagała się jak zwykle "balbinowego". Tym razem mieszkańcy osady uwinęli się ze zbiorem nadzwyczaj szybko i już o zachodzie słońca przed jamą Balbiny leżał ogromniasty kopiec pokrzyw. Balbina wszamała wszystko w oka mgnieniu po czym wturlała się do swej jamy, aby się zdrzemnąć.

Niestety, tej nocy nawiedziły sfornicę straszliwe bóle żołądka. Męczyła się okrutnie i wypuszczała z siebie ogromną ilość gazów - dobrze, że pierdziochy sfornic mają zapach koperku, który jest jeszcze do zniesienia, bo inaczej cała fauna i flora Puszczy Bukowej zwiędłaby lub też zaczadziłaby się na śmierć...

Rankiem, po nieprzespanej nocy, do wydzielania gazów dołączyło również nieznośne bekanie, a całość stawała się z minuty na minutę coraz głośniejsza. W końcu odgłos wypuszczanych gazów i beków stał się tak głośny, że pod ich wpływem drżała cała puszcza. Wystraszeni Szczecinianie pochowali się w swoich chatach, mocno zadziwieni, że stworzenie wielkości średniego dzika może powodować takie huki i wstrząsy. O północy nastąpił największy wstrząs spowodowany obstrukcjami Balbiny. Grzmot, jaki przebiegł po puszczy był tak głośny, że ze wszystkich drzew pospadały liście. Huk beknięcia sfornicy pozrywał wszystkie dachy w Szczecinie, a echo łomotu spowodowało, że ziemia zaczęła drżeć. Drżenia były tak silne, że spowodowały ogromną, głęboką i szeroką wyrwę w ziemi, która biegła przez sam środek wioski, aż hen na północ i na południe...

Gdy wstrząsy, łomoty i bekania ucichły, mieszkańcy osady ostrożnie wychynęli ze swoich zniszczonych domostw. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a sfornicę znaleziono na skraju puszczy. Balbina leżała wycieńczona na kupce liści i ledwo dychała. Szczecinianie wystraszyli się, że teraz to już Balbinę na pewno dobili, i że spadnie na nich kara boska w postaci latających żab za zabicie chronionego gatunku. Na szczęście po kilku łykach pitnego miodu sfornica odzyskała siły na tyle, aby stanąć samodzielnie na nogach. Zrobiło jej się strasznie wstyd, że się tak obżarła i że spowodowała tak wielkie zniszczenia w Puszczy. Postanowiła opuścić okolice Szczecina i wyruszyła gdzieś na południowy wschód.

Po wielu latach doszły do małej osady w Puszczy Bukowej pogłoski, że jakaś sfornica doprowadziła do podobnych jak w Szczecinie zniszczeń osadę Warsa i Sawy. Ponoć była bardzo żarłoczna i wykorzystywała swój status "gatunku na wymarciu". Wars zakupił jakiegoś ziela z Dalekiego Wschodu i nakarmił nim sfornicę, po czym ta dostała ogromniastej i niszczycielskiej w skutkach biegunki. Szczecinianie nie mogli oprzeć się wrażeniu, że była to Balbina...

Wyrwa w ziemi jednak pozostała. Nikt nie wiedział co z nią zrobić, ale jak zwykle Matka Natura znalazła rozwiązanie. Ogromna wyrwa wypełniała się stopniowo deszczówką, aż stała się dużą rzeką, wpadającą do Bałtyku. Powstanie rzeki przyniosło ze sobą nowe możliwości dla rozwoju małej osady i wkrótce potem Szczecin stał się miastem portowym. A cała historia o nękanej obstrukcjami sfornicy,o trzęsieniu ziemi wywołanymi jej gazami i o ogromniastej wyrwie powstałej na skutek najgłośniejszego beknięcia w dziejach wszechświata uszła uwadze późniejszym słowiańskim archiwistom. I tylko przypadkowe odkrycie starej kroniki Szczecina w wydrążonym pniu starego buka w Puszczy Bukowej uratowało tę opowieść od wiecznego zapomnienia.

Z palca wyssała i w kroniki wpisała: Aleksandra Bąk

Dodatkowe informacje